Chyba stary się robię... Od ostatniej wizyty w Barcelonie, jeszcze w czasach liceum, minęło dobre 14 lat. Kupa czasu. Ale nic, jakoś nadal całkiem żwawo się poruszam, choć może nie na piechotę ;)
Jak ostatnim razem do Barcelony wpadliśmy chyba ze 2 razy na kilka godzin to teraz mieszkaliśmy w samym centrum i była okazja przyjrzeć się miastu z bliska. Jeszcze w samolocie zapoznaliśmy się z historia powstania dzielnicy L'Eixample, gdyż akurat gazeta linii vueling traktowała o Barcelonie. Trzeba przyznać, ze urbanistycznie centrum miasta jest pomyślane bardzo dobrze, budowane już ponad 100 lat temu ulice są zaprojektowane tak, ze obsługują współczesny ruch. Z perspektywy pieszego turysty spacery potrafią być za to irytujące, gdy do przejść dla pieszych trzeba podchodzić po oktagonalnym kształcie bloków. Metro za to śmiga bardzo dobrze.
Samo miasto nie wywarło na nas jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Nie wiem, może widzieliśmy już zbyt wiele pięknych miejsc... Aczkolwiek zobaczyliśmy też większość tego co Barcelona ma do zaoferowania. Począwszy od starego miasta, z wąskimi uliczkami, pełnego teraz sklepów prowadzonych przez chińczyków i hindusów, poprzez park cytadela, CaixaForum, Montjiuc, Sagrada Famila, muzeum Picassa, kamienice Gaudiego, aż do parku Guell. Niestety nie udało się zobaczyć pokazu fontann, gdyż są one teraz w remoncie, podobnie z reszta jak kolejka na Montjuic. Ponoć luty to martwy sezon - ale i tak kolejki do turystycznych atrakcji dość sporawe.
Przy fontannach wyczekaliśmy się trochę. Tablica informująca o remoncie jest tylko do katalońsku (i tak pismo jeszcze jesteśmy w stanie zrozumieć) i do tego umieszczona tak, że widać ja tylko z autobusu jadącego po Plaza Espana.
Z ciekawszych rzeczy to w CaixaForum była wystawa z okazji 25 lecia Pixara. Za pierwszym razem nie miałem okazji być też w środku bazyliki Sagrada Famila. Robi ona wrażenie, choć z drugiej strony to teraz trochę taka biblijna jaskinia zbójców. Po raz kolejny na następny raz pozostaje wizyta na Camp Nou.
Lądując już w domu, podobnie jak podróżując pociągiem z lotniska El Prat do centrum Barcelony, cieszyliśmy się że mieszkamy w Maladze. Teraz pora na realizacje kolejnych postanowień noworocznych.
Friday, February 20, 2015
Wednesday, January 28, 2015
lords on the boards
Nasze pierwsze noworoczne postanowienie udało się już spełnić, a nawet, zależy jak liczyć, udało się to zrobić od dwóch do pewnie około setki razy. Po dwóch latach przerwy znów pojawiliśmy się na stoku narciarskim.
Teraz taka opcja istnieje tylko w Sierra Nevada, więc po raz pierwszy zawitaliśmy do Pradollano w celu, w jakim zostało ono stworzone. Słońce i śnieg. Za drugim razem należy dodać jeszcze wiatr, ale i tak poszczęściło nam się, gdyż między naszymi dwoma eskapadami pogoda była gorsza i spadło sporo śniegu.
Dla mnie był to pierwszy raz w stacji tego typu. Duża ilość wyciągów i niezliczona ilość tras, także tłum ludków, który tam przyjeżdża jakoś znika na ogromnej przestrzeni. Kolejki do wyciągów w godzinach szczytu nie są dłuższe niż kilka minut. W ten weekend, pewnie z powodu większej ilości śniegu, która otwiera więcej możliwości dla nie-narciarzy, w górach było mnóstwo ludzi. Wyjazd z Pradollano zabrał nam więcej czasu, niż podjazd z Granady rowerem... Na stokach jednak nie było tego czuć.
Za pierwszym razem byliśmy w hotelu Nevasur, który chyba jest popularny wśród kolarzy. W gablotce można było znaleźć m.in. koszulkę mistrza świata Rui Costy i zdjęcie Ani Szafraniec z autografem.
Słońce i śnieg. Pięknie.
Teraz taka opcja istnieje tylko w Sierra Nevada, więc po raz pierwszy zawitaliśmy do Pradollano w celu, w jakim zostało ono stworzone. Słońce i śnieg. Za drugim razem należy dodać jeszcze wiatr, ale i tak poszczęściło nam się, gdyż między naszymi dwoma eskapadami pogoda była gorsza i spadło sporo śniegu.
Dla mnie był to pierwszy raz w stacji tego typu. Duża ilość wyciągów i niezliczona ilość tras, także tłum ludków, który tam przyjeżdża jakoś znika na ogromnej przestrzeni. Kolejki do wyciągów w godzinach szczytu nie są dłuższe niż kilka minut. W ten weekend, pewnie z powodu większej ilości śniegu, która otwiera więcej możliwości dla nie-narciarzy, w górach było mnóstwo ludzi. Wyjazd z Pradollano zabrał nam więcej czasu, niż podjazd z Granady rowerem... Na stokach jednak nie było tego czuć.
Za pierwszym razem byliśmy w hotelu Nevasur, który chyba jest popularny wśród kolarzy. W gablotce można było znaleźć m.in. koszulkę mistrza świata Rui Costy i zdjęcie Ani Szafraniec z autografem.
Słońce i śnieg. Pięknie.
Labels:
el ciervo,
esqui,
nevasur,
pradollano,
sierra nevada
Friday, January 9, 2015
noworoczne postanowienia
Wczoraj rankiem na siłowni tak jakby dwa razy więcej ludzi niż normalnie. Chyba na razie wszyscy trzymają się swoich noworocznych postanowień. Jakie są nasze? Najważniejsze to chyba mieć trochę szczęścia i znaleźć coś do zamieszkania bardziej na swoim.
Święta w Polsce minęły bardzo szybko i bardzo przyjemnie. Okres noworoczny spędziliśmy już z powrotem, trochę w pracy, trochę na odpoczynku, bo ustawowych dni wolnych też tutaj nie brakuje. Zaliczyliśmy mini tydzień rowerowy. Piękna pogoda pozwoliła na zrobienie około 500km między sylwestrem a świętem trzech króli. Oprócz tego zasmakowaliśmy trochę tradycji hiszpańskich. Tutaj dużo huczniej obchodzi się 6 stycznia. Świętuje się właściwie w wigilię święta, kiedy to odbywają się pochody Cabalgata. Na nas i tak największe wrażenie wywarły dekoracje świąteczne w Maladze.
Na święta nie było za bardzo zimy. Teraz może trochę nadrobimy. Zobaczymy jak zima wyglądają stoki Sierra Nevada. Tym razem w praktyce.
Święta w Polsce minęły bardzo szybko i bardzo przyjemnie. Okres noworoczny spędziliśmy już z powrotem, trochę w pracy, trochę na odpoczynku, bo ustawowych dni wolnych też tutaj nie brakuje. Zaliczyliśmy mini tydzień rowerowy. Piękna pogoda pozwoliła na zrobienie około 500km między sylwestrem a świętem trzech króli. Oprócz tego zasmakowaliśmy trochę tradycji hiszpańskich. Tutaj dużo huczniej obchodzi się 6 stycznia. Świętuje się właściwie w wigilię święta, kiedy to odbywają się pochody Cabalgata. Na nas i tak największe wrażenie wywarły dekoracje świąteczne w Maladze.
Na święta nie było za bardzo zimy. Teraz może trochę nadrobimy. Zobaczymy jak zima wyglądają stoki Sierra Nevada. Tym razem w praktyce.
Thursday, December 18, 2014
tradycyjnie
Tutaj tradycyjnie kolarski rok kończy się ściganiem o indyka. Trzecia edycja zawodów organizowanych przez nasz team ze startem z Los Barrios, około 20 kilometrami płaskiego odcinka "tramo libre" i finiszem na hopce kolo Jimeny tym razem odbyła się przy nie najlepszej pogodzie. Tak około 3/4 trasy z nieba siąpił deszcz, a ścigany odcinek po drodze wśród sadów pomarańczowych dostarczył okazji do kąpieli błotnych. Zabawa i tak była fajna, a skończyłem siódmy.
O tradycyjnego indyka będzie można powalczyć jeszcze w ten weekend, ale nas ominie ta przyjemność, gdyż chcemy jeszcze raz spróbować naszej, polskiej tradycji. Na Boże Narodzenie będziemy w Krakowie i Nysie, znów podróżując po dość skomplikowanej trasie. Z Malagi do Warszawy, potem do Krakowa, Nysy i powrót do Malagi z Pragi. Cóż... sezon zimowy nie sprzyja lotom bezpośrednim.
Felices fiestas a todos
O tradycyjnego indyka będzie można powalczyć jeszcze w ten weekend, ale nas ominie ta przyjemność, gdyż chcemy jeszcze raz spróbować naszej, polskiej tradycji. Na Boże Narodzenie będziemy w Krakowie i Nysie, znów podróżując po dość skomplikowanej trasie. Z Malagi do Warszawy, potem do Krakowa, Nysy i powrót do Malagi z Pragi. Cóż... sezon zimowy nie sprzyja lotom bezpośrednim.
Felices fiestas a todos
Labels:
EL Pavo,
hotel maria luisa team,
Jimena de la Frontera,
kraków,
los barrios,
Nysa
Saturday, November 29, 2014
multicore
Offtopic. Jaka jest różnica w codziennym działaniu między kobietą a mężczyzną? Doszliśmy do wniosku, że kobieta działa jak procesor wielokorowy, z prawdziwie równoległym postrzeganiem rzeczy... żeby jeszcze potrafiła to kontrolować. Mężczyzna potrafi działać tylko z wirtualną równoległością, tylko wielowątkowo, tylko, a może i aż.
A wracając na ziemie. Tydzień temu, można powiedzieć, rozpoczęły się przygotowania do nowego sezonu. Byliśmy w Sierra Nevada, w Bubion, i dwa razy zaliczyliśmy okolice 3000 metrów n.p.m.. Teraz, jak na Hiszpanie, bardzo deszczowo, bo już trzeci dzień z rzędu kropi z nieba. Poprzednie dwa nawet lało, ale pogoda, w sumie jak w polskim, deszczowym lipcu. I tak trzeba będzie się zmobilizować na jakąś siłownie, bo jeszcze tydzień przed świętami mamy małe zawody na starych śmieciach w okolicach Gibraltaru.
W pracy do przodu. Gdy kilka miesięcy temu bawiłem się angularem, nie myślałem, że przyda się to w pracy. A jednak... Co prawda tylko na potrzeby demo (nie ma to jak wyprzedzać wymagania i QA), ale zawsze.
A wracając na ziemie. Tydzień temu, można powiedzieć, rozpoczęły się przygotowania do nowego sezonu. Byliśmy w Sierra Nevada, w Bubion, i dwa razy zaliczyliśmy okolice 3000 metrów n.p.m.. Teraz, jak na Hiszpanie, bardzo deszczowo, bo już trzeci dzień z rzędu kropi z nieba. Poprzednie dwa nawet lało, ale pogoda, w sumie jak w polskim, deszczowym lipcu. I tak trzeba będzie się zmobilizować na jakąś siłownie, bo jeszcze tydzień przed świętami mamy małe zawody na starych śmieciach w okolicach Gibraltaru.
W pracy do przodu. Gdy kilka miesięcy temu bawiłem się angularem, nie myślałem, że przyda się to w pracy. A jednak... Co prawda tylko na potrzeby demo (nie ma to jak wyprzedzać wymagania i QA), ale zawsze.
Subscribe to:
Posts (Atom)
