Sunday, January 8, 2012

zimowo, spinningowo, szczęśliwie


Okres świąteczno-noworoczny obfitował w najrozmaitsze wydarzenia. Zaraz po rodzinnej wigilii wyjazd do Nysy, na dalszy ciąg świętowania, a już w drugi dzień Świąt powitaliśmy Duszniki Zdrój, gdzie spędziliśmy sylwestrowy tydzień.

Były, po raz pierwszy w życiu, biegówki, były narty zjazdowe, nawet odwiedziliśmy basen w Kudowej. Najważniejsze, że udało się spędzić ten czas bardzo sympatycznie w miłym towarzystwie. W międzyczasie rozstrzygało się też, jak będą wyglądały najbliższe miesiące - w długim, niepewnym oczekiwaniu, czy w dalszym ciągu wspólnie. Jeszcze kilka tygodni temu zapowiadało się zdecydowanie na pierwszą opcję, ale jednak wypaliła ta druga, z czego czerpię teraz pełną radość.


Po powrocie do Krakowa, w kwestii sportowej był maraton Tacxa organizowany przez sklep mbike.pl. Najpierw eliminacje, a potem w sobotnie przedpołudnie finały. Finałowa trasa mi za bardzo nie podeszła, ale liczyła się przede wszystkim fajna zabawa. No i w sumie po świątecznym wyjeździe była to pierwsza kolarska jazda w 2012 roku.

A dzisiaj 3 godzinny maraton spinning w kinie Cinema City z okazji WOŚP. Pokonywaliśmy m.in. Mount Ventoux :) - w rekordowym czasie z resztą :P.

A na zakończenie słoneczny obrazek. Hiszpania czeka, a czeka też moje słońce :)


Just happy

Saturday, December 24, 2011

ciesz się, że masz świadomość

Takie coś ostatnio usłyszałem... I teraz nie wypada nic innego jak okazywać radość, taką prostą, prawdziwą, bez zbędnych dodatków, które tylko zakłamują rzeczywistość. Tego też Wszystkim życzę! Radości na co dzień, jak najczęstszych uśmiechów losu, aby trudy codziennych spraw nie przesłaniały nam tego, do czego naprawdę chcemy dążyć. I wiary w to, że nasz cel jest właśnie tym wyśnionym marzeniem, którego pragniemy najbardziej.

Monday, November 28, 2011

stany skupienia

Ten miesiąc miał na pewno 30 dni? Ja ciągle mam wrażenie, że cofnięcie zegarków pod koniec października przeniosło nas kilka lat wstecz. Dużo się wydarzyło, trochę się pozmieniało. Wtajemniczeni będą wiedzieć o wszystkim, a tutaj napiszę tylko o tym co zwykle.

W sobotę na DSR Demo Days w Gliwicach odbieraliśmy puchary za klasyfikację generalną cyklu RoadMaraton. Te malutkie - indywidualne, no i ten wielki - za klasyfikację drużynową. Ogólnie trzeba przyznać, że czerwone barwy Bikeholików były bardzo często widoczne na "placu dekoracyjnym". A wzniesienie przechodniego pucharu za drużynówkę byłocałkiem przyjemnym doświadczeniem, mimo dość dziwnych zasad rywalizacjio ten puchar i całorocznych rozterek czy w ogóle warto. Było to też takie symboliczne pożegnanie, gdyż w przyszłym roku będę startował w teamie Nutraxx - także motywacji do ciągnięcia kolarskich aktywności na pewno nie zabraknie.

No i kończy się ten listopad... a zza okna wygląda wiosna jakby i przyroda czuła to proste, czyste szczęście. A schodząc znowu na Ziemię, trzeba się zacząć na nowo wplatać w tryby treningowe. Na razie spokojnie, bo jeszcze czuje trochę "niepodległościową" przechadzkę poGorcach, ale wygląda też na to, że później może to być niezbędne do minimalizacji czasu zostającego na błądzenie tęsknymi myślami. Na pocieszanie może rozrośnie się trochę park maszyn ;)

Thursday, November 3, 2011

a co pan ma pod maską?

W zeszły piątek, już na odcięcie tego roku grubą kreską, byłem na badaniach wydolnościowych. Akurat była okazja zrobić je na miejscu przy okazji wizyty Diagnostix w Krakowie. Najbardziej kompletny raporcik zgodnie z zapowiedzią wrzucam tutaj. Nie jest źle, biorąc pod uwagę już spore zmęczenie sezonem, cienką krew i trochę anty-sportowe ostatnie dni to nawet można by powiedzieć, że całkiem dobrze. Teraz trzeba zbierać motywację na nowy rok.

Friday, October 28, 2011

2011 słowno-muzycznie

Podium Izery Tour
Podkreślałem to już kilka razy, ale wydaje mi się to jednym z najważniejszych czynników decydujących o tym, że ten sezon mogę zaliczyć do udanych. Udało się cały rok przejechać bez żadnej kraksy. Można by  powiedzieć, że to nic takiego, ale jednak doświadczenia ubiegłych lat uczą, że każda wywrotka bardzo mocno odbija się na dyspozycji. Pewnie oprócz czysto fizycznych aspektów pojawia się też jakaś blokada psychiczna i potem ciężko jest znowu wrócić na wysoki poziom. Teraz zawsze już będę rozumiał tłumaczenie zawodników, nawet zawodowców, że wypadek w okresie przygotowawczym czy już w trakcie wyścigu ma olbrzymi, negatywny wpływ na wynik sportowy. A co do sezonu 2011...

Nareszcie udało się coś wygrać! Dotychczas wpadały jakieś bardzo lokalne czasówki, ale zwycięstwo w wyścig ze startu wspólnego obstawionego ogólnopolską (a czasami i ogólno-środkowoeuropejską :P) stawką do tej pory było poza zasięgiem. Czasami był to wynik pecha, a pewnie częściej braku doświadczenia, przysłowiowej nogi i tej, trudnej do opanowania, umiejętności wygrywania. Teraz się udało i to nawet nie raz :D Żeby znowu nie powstała powieść-rzeka to wymienię tylko te rzeczywiście wygrane zawody, czyli pierwsze miejsca open.

Nowy Sącz
Zaczęło się od wygranej na kultowej Równicy w pierwszym maratonie drugiej edycji RoadMaraton, potem był dość słabo obsadzony maraton w Srebrnej Górze, pierwsza wygrana w wyścigu masters w Bielinach, chyba najprzyjemniejsza wygrana w wyścigu Izery Tour i seria czasówek na koniec - Strbske Pleso, Miechów, Sułoszowa.

Oprócz tego było jeszcze kilka niezłych wstępów, po których nie mogę mieć do siebie pretensji o brak starań. Zakończone wygraną w kategorii maratony w Parczewie oraz Lanckoronie, przyzwoite występy na Tour de Pologne Amatorów, w Roznavie i Road Trophy. Ogólnie 9 pierwszych miejsc (w tym 7 open), 3 drugich i 2 na trzeciej pozycji. Wytrwała jazda przez cały rok przyniosła też sukces w klasyfikacji generalnej RoadMaraton.

Były oczywiście też takie imprezy, których bardzo mi szkoda... Defekt na Jarnej wyeliminował mnie z walki. Choć i tak przy panującej wtedy aurze byłoby bardzo ciężko. Podobnie Tatry Tour... Z powodu aury w ogóle zrezygnowałem ze startu. A zawód, bardziej etyczny, pozostał po tegorocznej edycji Pętli Beskidzkiej.

Infrasettimanale Classico
Oprócz samego ścigania bardzo ważny jest ten czas przed. I tak treningowo ten rok również wypadł okazale. Zimowy obóz w słonecznym Calpe, spinning we Flexie, treningi na Cichym Kąciku, wczesnoporanne katowanie okolicznych podjazdów i  jesienny początek inicjatywy IC. Rok zamknie sie pewnie ponad 21 tys. km. Na zakończenie były badania wydolnościowe z w miarę dobrymi rezultatami, które później wrzucę, jak dostanę całe opracowanie.

Na przyszły rok trzeba sobie podnieść poprzeczkę. Na pewno odnowić licencję i wystartować w kilku wyścigach elity. Jeśli się uda "wyczarować" rower do jazdy na czas to start w MP, również w górskich. Szanse na efektowny wynik są oczywiście skąpe, ale na efektywny to już można liczyć ;) Oprócz tego trzeba będzie bronić tego, co udało się wywalczyć w tym roku i szukać okazji do nowych doświadczeń. Wyzwań na pewno nie zabraknie!

Na koniec, za cały sezon pragnę podziękować za wsparcie i kibicowanie. W szczególności firmie Tines wspierającej finansowo Bikeholików, firmie Mobile Experts i wszystkim, którzy trzymali kciuki i dopingowali na kolarskich trasach.