Saturday, March 19, 2016

ruta cicloturista

Ostatnie dni ubiegłorocznych wakacji wykorzystaliśmy na wakacyjny wyjazd odwiedzając różne miejsca w Almerii, regionie Murcia i kończąc w śnieżnym Sierra Nevada. Było żywiołowo zarówno w naszych poczynaniach, jak i w przyrodzie, gdyż Hiszpanię "dotknęła", pewnie ostatnia tej zimy, ola del frio.

Sol

Inaczej być nie mogło, głownie towarzyszyło nam słońce. Można powiedzieć, że nawet aż za bardzo, gdyż ostatni dzień w Sierra Nevada spędziliśmy na nartach niczym beduini okryci od stop do głów, żeby się chronić przed słońcem, które dzień wcześniej spaliło nas konkretnie. Ja teraz zmieniam wężową skórę na twarzy.

Zaczęliśmy od słonecznej Almerii, na chwile tylko chowając się pod ziemie, żeby zobaczyć schrony z czasów wojny domowej. Warto! A szczególnie z przewodnikiem!

Słońce też towarzyszyło nam podczas rowerowych zmagań wyścigowych, o których troszkę więcej na końcu.

Frio

Opuszczając prowincje Almeria, po "przejażdżce" na Alto de Velefique, w poniedziałkowe przedpołudnie dopadła nas wspomniana fala zimna. Zaczęło padać, a gdy dotarliśmy do naszego następnego przystanku, jakim była Caravaca de la Cruz temperatura przez dwa dni oscylowała w okolicach 5 stopni, a w wyższych partiach gór otaczających miasteczko spadło trochę śniegu.

Nie przeszkodziło to nam w eksploracji miasteczka, które jest jednym z najświętszych miejsc chrześcijaństwa z uwagi na relikwie drzazgi z Krzyża Chrystusowego. Udało się też zaliczyć trochę kilometrów między Caravaca a Moratalla.

Agua

Z Caravaci udaliśmy się z powrotem w kierunku morza, spędzając większość dnia w stolicy regionu Murcia. Miasto samo w sobie ładne, ale nie zrobiło na nas takiego wrażenia jak andaluzyjskie stolice.

Pod wieczór dotarliśmy do Mar Menor (Morza Mniejszego), które jest oddzielone od Morza Śródziemnego półwyspem zwanym Manga, czyli rękaw.

Ulokowaliśmy się na 13 pietrze apartamentowca... Widoki super! Samo miejsce jednak jest już idealne dla tych tylko, którzy lubują się w plażowaniu i nie odpycha ich blokowisko usytuowane przy plaży. W lecie zjawia się tam ponoć pół miliona ludzi, żeby korzystać z kąpieli w obu akwenach. Woda w Morzu Mniejszym ponoć dochodzi do 38 stopni.

Viento

Wiatr był dodatkowa "atrakcja" naszego pobytu nad Morzem Mniejszym. Duło tak, że jadąc na rowerze ciężko było poruszać się do przodu, a zawracanie wymagało umiejętności akrobatycznych.

Zapewne wiatr to urok położenia półwyspu, gdyż już w oddalonej o kilkanaście kilometrów Cartagenie, położnej w strategicznej zatocze wykorzystywanej od Fenicjan aż do wojny domowej, panowała cisza.

Sama Cartagena, pomimo ze historycznie doświadczyła wiele, nie rozkochała w sobie od pierwszego wejrzenia. Być może przez to, ze przez pokolenia kolejne budowle były wznoszone na ruinach innych miasto poza kilkoma zakątkami wygląda jakby było zaniedbane.

Cartagena była naszym ostatnim przystankiem w regionie Murcia. Stamtąd udaliśmy się do Nijar, znów do Almerii, żeby wziąć udział w pierwszej edycji Vuelta Cicloturista a Almeria.

Na zakończenie tejże znów towarzyszył nam wiatr, z którym trzeba było się zmagać przez ostatnie 20 kilometrów trzeciego etapu zawodów.


Nieve

Po zawodach, z miejscowości Tabernas pojechaliśmy prosto do Pradollano położonego wysoko w Sierra Nevada. Powyżej 2000 metrów n.p.m. leży całkiem sporo śniegu, tak że otwartych jest nawet więcej tras narciarskich niż pamiętamy z zeszłego roku. Przez dwa dni całkiem zapomnieliśmy o "rzeczywistości" korzystając ze świetnych warunków do jazdy. Było zarówno troszkę roweru, jak i kilkanaście bitych godzin szusowania do stokach Velety.


Bici

Punktami, które wytyczyły nasza trasę były zawody, w których braliśmy udział. W Almerii zaczęliśmy od Ruta del Andarax, gdzie oboje otarliśmy się o podium kończąc na czwartych miejscach.

Wspominana już Vuelta Cicloturista a Almeria składała się z 3 etapów i pozwoliła oprócz pojeżdżenia na wyższych obrotach lepsze poznanie naszej nowej-starej drużyny. Tym razem udało się tez wspiąć na podium, Dorotka wygrała wśród pan, a ja bylem trzeci w masters 30 i siódmy w generalce.

Przyszłoroczna Vuelta może być interesującą propozycją dla miłośników Calpe. Ostatecznie Carboneras, które ugości start edycji 2017, nie jest aż tak daleko.

W sumie oprócz zwiedzania i nart pokonaliśmy około 900 rowerowych kilometrów, w tym około 400 na zawodach.

Zdjęcia z całej wyprawy w galerii.

Wednesday, February 24, 2016

on-site camp

Podobnie jak rok temu, zaraz po zawodowym peletonie odwiedzającym Andaluzję, także i my zaczniemy szosowy sezon. Podobnie jak rok temu, w niedzielny poranek w Cabrze. A dzień wcześniej mam do odebrania nagrodę dla najmłodszego (sklasyfikowanego wg regulaminu ;)) uczestnika zawodów cicloturista w prowincji Cordoba.

W zeszłym tygodniu wykorzystując bonusowy urlop z ubiegłego roku udało mi się pobuszować po otaczających Malagę górkach. Akurat trafiłem na tydzień "najgorszej" pogody od kilu tygodni, ale i tak przez 12 dni (w tym 3 w pracy) udało się pokonać ponad 1000 km i 13 km w pionie. Jest dobrze.

A zmagałem się z huraganowym wiatrem, który notabene przegonił trochę zawodników w Almerii, arktycznym zimnem, śniegiem na przełęczy Słońca i niby mgła, rzadkim zjawiskiem calima, gdy słońce zakryte jest warstwą pyłu naniesionego z Sahary.

W sobotę byliśmy zobaczyć czasówkę rozgrywana podczas Ruta del Sol i z bliska widzieliśmy późniejszego triumfatora - Valverde. Chapeau bas!.

Odliczamy też wstecznie do, tym razem wspólnego, urlopu miedzy Almeria a Murcia, podczas którego też uda się trochę postartować :)




Tuesday, December 29, 2015

ojala nos vaya asi

Tak! Oby przyszły rok był tylko lepszy!

Pierwsze Święta Bożego Narodzenia w Hiszpanii minęły nam bardzo miło. Na zakończenie zaliczyliśmy wycieczkę po Interior przez Fuente de la Piedra, Estepe do Moron de la Frontera.

Tam ostatnie w tym roku, bardzo przyjemne i udane dla nas zawody Trofeo del Gallo. Dorotka ponownie zgarnęła kurczaka :). Ja przynajmniej zaliczyłem sesję zdjęciową próbując sił w szarzy.

Galeria świąteczna jest tutaj.

Wednesday, December 23, 2015

dwie nocki

Koniec kolarskiego roku w Hiszpanii to tradycyjne wyścigi typu el pavo, czyli zawody,w których dla zwycięzcy czeka indyk. Dorotka zgarnęła jednego na podjeździe do miejscowości Competa podczas imprezy organizowanej przez klub z Velez.

Wigilie, tutaj noche buena, i Sylwestra - noche vieja - rozdzieli nam jeszcze ostatni w tym roku ścig w Moron de la Frontera.

Oby przyszły był tylko lepszy, a czas świąteczny przeminął w radosnej i rodzinnej atmosferze. Espero que os lo paséis la bomba ;)

Friday, November 6, 2015

polska złota jesień

Mieliśmy dużo szczęścia. Trafiliśmy akurat na najładniejsza dla wielu porę roku w Polsce. Spod samiuśkich Tater, aż po opolskie ziemie ciągnęły się lasy mieniące się żółcią, czerwienią i złotem.

Zaczęliśmy od Krakowa, gdzie korzystając z zaproszenia Agnieszki, byliśmy na gali finałowej Screen&Sound Fest. Potem przyszła pora na wizytę w górach. Odwiedziliśmy rocznicowo Wiktorówki, a następnego dnia, koniec końców, wylądowaliśmy przy Czarnym Stawie pod Rysami. W Tatrach złota jesień przyprószona była dodatkowo białym puchem, co potęgowało jej urok.

Kolejne dni upłynęły na rodzinnych wizytach w Nysie. Na Wszystkich Świętych znów byliśmy w Krakowie, gdzie oprócz czasu zadumy na cmentarzu Rakowickim znalazł się też czas na odwiedziny muzeum Manggha i spacer po starym mieście.

Na zakończenie znów było muzycznie. Na zaproszenie doktora Korkosza byliśmy na Zaduszkach Jazzowych w wielickiej kopalni.