Wednesday, February 24, 2016

on-site camp

Podobnie jak rok temu, zaraz po zawodowym peletonie odwiedzającym Andaluzję, także i my zaczniemy szosowy sezon. Podobnie jak rok temu, w niedzielny poranek w Cabrze. A dzień wcześniej mam do odebrania nagrodę dla najmłodszego (sklasyfikowanego wg regulaminu ;)) uczestnika zawodów cicloturista w prowincji Cordoba.

W zeszłym tygodniu wykorzystując bonusowy urlop z ubiegłego roku udało mi się pobuszować po otaczających Malagę górkach. Akurat trafiłem na tydzień "najgorszej" pogody od kilu tygodni, ale i tak przez 12 dni (w tym 3 w pracy) udało się pokonać ponad 1000 km i 13 km w pionie. Jest dobrze.

A zmagałem się z huraganowym wiatrem, który notabene przegonił trochę zawodników w Almerii, arktycznym zimnem, śniegiem na przełęczy Słońca i niby mgła, rzadkim zjawiskiem calima, gdy słońce zakryte jest warstwą pyłu naniesionego z Sahary.

W sobotę byliśmy zobaczyć czasówkę rozgrywana podczas Ruta del Sol i z bliska widzieliśmy późniejszego triumfatora - Valverde. Chapeau bas!.

Odliczamy też wstecznie do, tym razem wspólnego, urlopu miedzy Almeria a Murcia, podczas którego też uda się trochę postartować :)




Tuesday, December 29, 2015

ojala nos vaya asi

Tak! Oby przyszły rok był tylko lepszy!

Pierwsze Święta Bożego Narodzenia w Hiszpanii minęły nam bardzo miło. Na zakończenie zaliczyliśmy wycieczkę po Interior przez Fuente de la Piedra, Estepe do Moron de la Frontera.

Tam ostatnie w tym roku, bardzo przyjemne i udane dla nas zawody Trofeo del Gallo. Dorotka ponownie zgarnęła kurczaka :). Ja przynajmniej zaliczyłem sesję zdjęciową próbując sił w szarzy.

Galeria świąteczna jest tutaj.

Wednesday, December 23, 2015

dwie nocki

Koniec kolarskiego roku w Hiszpanii to tradycyjne wyścigi typu el pavo, czyli zawody,w których dla zwycięzcy czeka indyk. Dorotka zgarnęła jednego na podjeździe do miejscowości Competa podczas imprezy organizowanej przez klub z Velez.

Wigilie, tutaj noche buena, i Sylwestra - noche vieja - rozdzieli nam jeszcze ostatni w tym roku ścig w Moron de la Frontera.

Oby przyszły był tylko lepszy, a czas świąteczny przeminął w radosnej i rodzinnej atmosferze. Espero que os lo paséis la bomba ;)

Friday, November 6, 2015

polska złota jesień

Mieliśmy dużo szczęścia. Trafiliśmy akurat na najładniejsza dla wielu porę roku w Polsce. Spod samiuśkich Tater, aż po opolskie ziemie ciągnęły się lasy mieniące się żółcią, czerwienią i złotem.

Zaczęliśmy od Krakowa, gdzie korzystając z zaproszenia Agnieszki, byliśmy na gali finałowej Screen&Sound Fest. Potem przyszła pora na wizytę w górach. Odwiedziliśmy rocznicowo Wiktorówki, a następnego dnia, koniec końców, wylądowaliśmy przy Czarnym Stawie pod Rysami. W Tatrach złota jesień przyprószona była dodatkowo białym puchem, co potęgowało jej urok.

Kolejne dni upłynęły na rodzinnych wizytach w Nysie. Na Wszystkich Świętych znów byliśmy w Krakowie, gdzie oprócz czasu zadumy na cmentarzu Rakowickim znalazł się też czas na odwiedziny muzeum Manggha i spacer po starym mieście.

Na zakończenie znów było muzycznie. Na zaproszenie doktora Korkosza byliśmy na Zaduszkach Jazzowych w wielickiej kopalni.

Thursday, October 22, 2015

szczęśliwa trzynastka

Być może powinna być 31-ka, aczkolwiek obie cyferki przeplatały się nawzajem podczas ostatniego, ciut dłuższego dla nas, weekendu. Urodzinowy czwartek, pomimo że pracujący, został uczczony wczesnym wieczorem szybką czasówką na Fuente de la Reina i zajadaniem się później kilkoma rodzajami tortów przygotowanymi przez Dodusia.

W piątkowy poranek udaliśmy się do naszej ulubionej Grazalemy. Zaliczywszy po drodze wizytę w serwisie Makinon Bikes i krótką przejażdżkę wzdłuż jeziora koło Zahara de la Sierra dotarliśmy mniej więcej na obiad.

Sobotni poranek powitał nas jeszcze słońcem. Pozostało tylko zaciskać kciuki, żeby udało nam się zdążyć zakończyć zawody organizowane przez klub z Grazalemy przed zapowiadanymi ulewami. A same zawody należą do wąskiej grupy tych, w których, od naszego przyjazdu, bierzemy udział co roku. Czyli tym razem już po raz trzeci. Jak do tej pory był to też najbardziej udany dla nas start, gdyż oboje wygraliśmy w naszych kategoriach, a mi dodatkowo udało się być 2-gim w generalce. Szczęście nie opuściło mnie do końca. Padać zaczęło, gdy postawiłem stopę na parkingu przed hotelem... Na Dodusia troszkę pokropiło, ale i tak niewiele, w porównaniu z tym co było później.

Chwilowo tropikalne ulewy miały jednak też swój urok. Feria barw i kolorów stwarzały super warunki fotograficzne. Niedzielę spędziliśmy więc na eksploracji dotąd niewidzianych miejsc w okolicy. Byliśmy w rzymskich ruinach Ancipino, Setenil - miasteczku przyklejonym do skały i na koniec w Ardales, reklamowanego teraz jako brama do Camenito del Rey.

A teraz wciskamy przycisk reset. Na kilka dni jedziemy do Polski - bez rowerów :P.

I zapomniałem. Nasz hotelowy pokój to 13-tka.