Tuesday, March 23, 2010

w chmurach

Plan na dziś był prosty - pokatować Colle di Melongo. Pierwsza próba chyba najcięższym podjazdem, jaki jest na tą przełęcz. Początek po bardzo ostrych serpentynach, później po drodze uczęszczanej chyba tylko przez drwali... Końcówka w chmurach po dziurawej drodze. Potem standardowy zjazd do Finale Leguire, główną drogą. Druga próba mega opłotkami zakończyła się kilkukrotnym zawracaniem po skończeniu się asfaltu :P Ale zaliczone sporo kilkunastoprocentowych ścianek i w sumie chyba więcej przewyższenia niż by było wyjeżdżając standardowo na górę. Trzecia próba już główną drogą z Finale Leguire - długi, równy podjazd. Na ponad 900 m n.p.m. znów chmury. W sumie, na trochę ponad 130 km prawie 3 km wspinaczki w pionie.

A w ogóle, od początku pobytu, czyli przez 11 dni mam już trochę ponad 1100 km i prawie 40 godzin treningu :)

Friday, March 19, 2010

primavera

Wczoraj wykorzystując dzień przerwy udaliśmy się do San Remo na metę wiosennych Mistrzostwa Świata - wyścigu Milan - San Remo. Rano pogoda nie specjalnie sprzyjała kolarzom. Już nad morzem mrzało, więc wyżej na pewno musiało mocniej padać, co też potwierdziło się na mecie. Wszyscy byli mocno ulepieni błotem i kurzem. W San Remo święto. W lokalnej knajpce wszyscy wiedzą, o co chodzi, u wejścia pytają czy to już Poggio. Po wyścigu pospacerowaliśmy między team'owymi autobusami i porobiliśmy trochę fotek. Na metę zajechał nawet Mario Cipollini, tym razem swoim Audi Q7, żeby promować swoje rowery i rozdać trochę autografów.

Dzisiaj pogoda jeszcze nie najlepsza, ale zapowiadanych deszczów brak, więc mocny trening zrobiony. 8 razy Capo Mele :D Po obiedzie szykuje się jeszcze jedna mocna sesja. Jest dobrze!

Castelvecchio

Wczoraj wieczorem byliśmy jeszcze trochę pozwiedzać. Najpierw odwiedziliśmy Balestrino, opuszczony po trzęsieniu ziemi klasztor, który chyli się co raz bardziej ku ruinie. Ciekawe tam musi być po zmierzchu... Potem kawałek dalej zajechaliśmy do Castelvecchio. Niesamowite miejsce, miasteczko zbudowane wokół zamku jest niczym wykute w skale, wąskie przejścia, strome schody, cisza, zero komercji. Wszytko pochodzi z 1142 roku. Cudo!

W piątek zebrałem się szybko z rana, żeby zdążyć przed zapowiadanymi przelotnymi deszczami i pojechałem zobaczyć dwa słynne podjazdy wyścigu Milan - San Remo; Cipressę i Poggio. Same podjazdy trudne nie są, ale, jak zawsze, wszytko zależy od tempa, a zapewne jedzie się bardzo szybko... Będę miał odniesienie na jutro :) Na wybrzeżu co raz więcej kolarzy, mijałem nawet Annę Szafraniec i Marka Galewicza z JBG2. Sama jazda wybrzeżem wydaje się, że powinna być po płaskim, ale szczerze mówiąc to płaskiego tam niewiele. Co chwile przylądki zwane z włoska capo skutecznie urozmaicają teren wymuszając, czy się tego chce czy nie, interwałową jazdę. Dziewczynom, które zdecydowały się na wypad w kierunku Melongo trochę dolało. Po obiedzie jeszcze jedna krótka sesja sprinterska.

Thursday, March 18, 2010

rybki

Wczoraj mieliśmy dzień odpoczynku, niezbędny do zregenerowania sił na dalsze treningi. Wybraliśmy się zobaczyć największe włoskie miasto w okolicy - Genuę. Celem numer jeden było akwarium z żyjątkami z różnych mórz świata. Jak ktoś lubi oglądać zwierzątka to nawet fajne ;) Można było sobie jakieś ciekawostki poczytać przy okazji, np. o rekinach kanibalach, zjadających się nawzajem przed "właściwym" narodzeniem czy rybach, które rodzą się jako osobniki żeńskie a po 10-12 latach przepoczwarzą się w osobniki męskie... Samo miasto jakiegoś wielkiego wrażenia na Krakusach nie robi :P

Dzisiaj powrót do kolarskiej rutyny i mocny trening po górach, prawie 130 km i ponad 3 km w pionie. W sumie 6 przełęczy, Giogo di Tirano, Colle Scravaion, 3 razy Croce di Tornassa i Colle S. Bernardo, gdzie na wysokości prawie 1000 m n.p.m. jest elektrownia wiatrowa.

Tuesday, March 16, 2010

próbujemy gór

Pogoda nadal nas rozpieszcza, więc na razie nie ma pretekstu do odpoczywania :P Ostatnie dwa dni zwiedzaliśmy lokalne górki. Na nasze warunki to można by powiedzieć, że na prawdę potężne podjazdy, z dzisiejszym wjazdem na 1400m na colle Capruna na czele. Na 1400 z poziomu morza, więc jest co jechać. Potem jeszcze bardziej znane w okolicy Melongo z baśniowym zjazdem z ponad 1000 m n.p.m. aż na wybrzeże po pięknym asfaltowym dywanie. W sumie 145 km i prawie 2400 m do góry :)

A wczoraj parę mniejszych okolicznych górek naszpikowanych stromszymi ściankami z urokliwym podjazdem do miejscowości Aquila. Na 113 km dobrze ponad 1600 m wspinaczki. Pokonywanie tutejszych podjazdów ma swój urok, ruchu praktycznie nie ma żadnego, tylko wijąca się czarna nitka asfaltu przypomina czasem, że obrana droga musi gdzieś prowadzić :)