Showing posts with label Riplife. Show all posts
Showing posts with label Riplife. Show all posts

Tuesday, October 28, 2014

przełomowo

Do końca zbliża się czas naszego pobytu w samym centrum Malagi. Nowe miejsce już jest zaklepane, na razie z nastawieniem na przezimowanie. Będziemy mieć bardzo blisko do pracy, więc powinniśmy wygospodarować też czas na inne rzeczy. I... no właśnie! Będziemy! Dorotka dołączyła także do Riplife.

Ostatni czas to też kilka innych przełomów. Dla mnie 30-tka, dla nas 2-ga rocznica ślubu i za chwile 3-cia "oficjalnej" znajomości.

Zamknęliśmy też sezon. Okres malageński obfitował w sukcesy. Jak liczyliśmy wczoraj przez te 2 miesiące przybyło w sumie 13 pucharków... Ostatnie dwa występy w Grazalemie i Jimenie połączyliśmy z wizytami w okolicznych "pueblos blancas". Linki do galerii już gdzieś fruwały, ale ta z Zahary i Grazalemy jest tutaj, a ostatnia z Jimeny tutaj. Znów widzieliśmy Skałę, ale nie było nostalgicznego żalu, raczej cieszymy się, i wszystko wygląda na to, ze zrobiliśmy krok naprzód.

Friday, September 19, 2014

somos los malagueños

Mija już drugi tydzień jak zawitaliśmy do Malagi. Wszystko dzieje się bardzo szybko i już tylko patrzeć a trzeba będzie się przenosić do własnego domu. Tego na razie powolutku szukamy.

Ja zacząłem prace w Riplife i muszę przyzwyczaić się do trochę innego stylu pracy. Bardzo dużo code-review, kosztem mniejszej ilości czystego kodowania. Ale tez nowe technologie. Bawiąc się Java 8 przypominam sobie Scale. W porównaniu z Gibraltarem kultura pracy niebo wyższa.

Rowerowo tez same dobre wiadomości. Chociaż na razie mieszkamy w centrum, po kilku minutach można łatwo znaleźć się już w górach i ciupać 14-15 kilometrowy podjazd na Fuente de la Reina. Po niespełna godzinie od wyjścia z domu jesteśmy na 900m n.p.m. :)

Oba weekendy, które spędziliśmy w Maladze,a raczej w okolicach, były wyścigowe. Najpierw Huetor Tajar, a potem Cabra i oba występy zakończone "con exito", bo w sumie przywieźliśmy 4 nowe pucharki. Dorotka dwa razy zwyciężyła wśród pan, a ja w Huetor Tajar bylem 4 open, a w Cabrze drugi w masters 30. W walce z elita skończyłem 13-sty.

Teraz może trochę spokojniejszy weekend. Ale nie odpuszczamy jeszcze...