Showing posts with label Haza del Lino. Show all posts
Showing posts with label Haza del Lino. Show all posts

Thursday, May 12, 2016

wypatrując słońca

Działo się dużo, ale jakoś nie było weny na nowe wpisy. Kwiecień na dobre rozpoczął sezon kolarski, tak że praktycznie co tydzień gdzieś można było się sprawdzić. Dla mnie zaczęło się bardzo dobrze czasówką w Cartamie, gdzie zabrakło tylko 7 sekund do podium. Potem, niestety, już było gorzej. Trudno powiedzieć dlaczego... W ostatnim tygodniu towarzyszył nam dodatkowo deszcz... Co niezwykłe, było go bardzo dużo, tak że wyścig w Alfarnate, który miał być pierwszym szczytem formy w tym roku, skończył się dla mnie w połowie. Powiedzieć tylko że z 400 osób zgłoszonych wystartowało koło setki, a skończyło niespełna 80...

Naszego honoru broni Dorota, która dzielnie walczy i z każdych zawodów przywozi większe lub mniejsze trofeum. Teraz, gdy roczna terapia została zakończona, powinno być jeszcze lepiej.

Teraz trochę spokojniejszego okresu, ale czerwiec zapowiada się bardzo gorąco. Przyjdzie okazja przetestować się na bardzo wymagających trasach od mistrzostw Andaluzji począwszy, przez 200 kilometrowe zawody La Indomable, aż po Sierra Nevada.

Wednesday, September 23, 2015

Almeria I

Po długiej przerwie w końcu mieliśmy okazje na krotki wypoczynek. Okazja była super, bo urodzinowa. Także i sam wypoczynek, choć bardzo aktywny, udał się wyśmienicie.


Najpierw dwa dni byliśmy w miejscowości Berja u wrót La Alpujarra almeriense w urokliwym hotelu w samym środku miasta. Miasteczko jest małe, wiec można je obejść spokojnie w jeden dzień. Pozostały czas wykorzystaliśmy na eksploracje okolicznych szos. Odwiedziliśmy mi.in. znane już nam Haza del Lino.

W sobotę zawitaliśmy do stolicy prowincji. Centrum Almerii bardzo ładne, choć też bardzo nieduże. Na pewno potrzebują jeszcze czasu, żeby miasto mogło bardziej rozkwitnąć turystycznie. Już samo przejście na Alcazabe lub Murallas de San Cristobal wiąże się z odwiedzeniem mniej "ciekawych" uliczek miasta, a część wykopalisk w samej Alcazabie zostało zasypanych z powrotem z powodu braku funduszy. Mimo wszystko, to co mają do zaoferowania pozwala z całą pewnością polecić taka wyprawę.

W końcu w niedziele, mieliśmy trochę ścigania na Green Tour Koppert. Podczas trzech tramo libre zawitaliśmy ponownie do miasteczka Berja, odwiedziliśmy Mirador del Vicar znany nam z pewnego sylwestra i zakosztowaliśmy szaleńczego sprintu w El Ejido..

Po najbliższym weekendzie będzie "Almeria II" jeśli tylko pokonamy przeciwności ;).


Monday, May 12, 2014

road to world cup

To była wersja gry FIFA, w którą kiedyś się trochę naciupałem ;) Teraz ma to jednak inne znaczenie. Dla bukmacherów mistrzostwa są okazja na dodatkowy zastrzyk gotówki, więc teraz jesteśmy na ostatniej prostej z projektami dedykowanymi pod to wydarzenie. Swoją drogą mało mają profesjonalne podejście do projektów z niby najwyższym priorytetem, ale... Ale za oknem pogoda już iście letnia. Wczoraj na parkingach koło plaży ciężko było znaleźć miejsce, wzdłuż brzegu mnóstwo parasoli i smażących się ludzików.

Pożegnaliśmy drugich rodziców, którzy po wycieczce do Portugalii zawitali do nas jeszcze na chwilę w zeszły weekend. Razem pojechaliśmy do miejscowości Nerja, żeby w niedzielę móc wystartować w wyścigu na Haza del Lino. Z poziomu morza prawie na 1300m n.p.m. tylko w górę. Wygrał były zawodowiec, towarzysz jakiegoś Valverde czy tam Contadora... Mi jeszcze brakuje oddechu, ale jest lepiej. Dorotka zwycięża wśród pań i w nagrodę oprócz pucharku dostaje cały, wielki kawał owczego sera. Wieczór na do widzenia w Maladze.

Poza tym, mamy dużo biegania. Hiszpański, rozglądamy się za nowym miejscem do spania, testuję wszystkie rowerki, które teraz mam w domu. W końcu odpaliłem czasówkę!