Tuesday, April 24, 2012

how is the feel to be alive

Od wypadku mija drugi tydzień. Jak na rodzaj i okoliczności tego zdarzenia mogę powiedzieć, że trochę darowano mi zdrowie, jak nie życie. Zwykle bliskie spotkanie rowerzysty z samochodem ma dużo gorsze skutki. A ja już powoli siadam na rower i będę chciał nadgonić stracony czas. Więc jak na dzień po Świętach Wielkiejnocy, kiedy wydarzył się wypadek to była taka moja, mała rezurekcja. Z jednej strony miałem cholernego pecha... Pierwszy raz na wygłaskanym rowerze czasowym, specjalny wyjazd za miasto, żeby się nie przebijać przez światła, wyczekiwana pogoda, nie wspominając już o długich zimowych przygotowaniach. Z drugiej strony miałem kupę szczęścia - mogłem z tej przejażdżki nie wrócić. I widzę co raz więcej pozytywów. Rower i formę się odbuduje w swoim czasie, a nauczenie się dbania o i doceniania "tego co jest" wcale nie jest łatwe. A ja przecież jestem naprawdę szczęśliwy :D

Teraz trochę spraw się wyprostuje, trochę rozwiąże, powstaną na pewno nowe, ale teraz wydaje się, że nie ma rzeczy, które są nie do przeskoczenia - zwłaszcza razem.

Start sezonu się trochę przesunął, ale mam nadzieję, że nie ma tego złego... Jeszcze będzie okazja się sprawdzić i powalczyć. A wszystko z uśmiechem na ustach :)

Saturday, March 31, 2012

Lazise

Mija już tydzień od powrotu z drugiego zgrupowania w tym roku. Tym razem odwiedziłem Lazise nad jeziorem Garda. Albo bardziej odwiedziliśmy :)

W porównaniu z pobytem w Calpe nie zabrakło jeszcze jednego bardzo ważnego czynnika, który zdecydował, że nie tylko kolarsko wyjazd ten był po prostu piękny. Wysokie góry, piękne widoki, ciężkie treningi, pyszne obiadki, spokojny relaks po codziennych trudach i uśmiech, na który zawsze można było liczyć.

W liczbach - prawie 1000km, ponad 12km w pionie i ok. 40 godzin treningów. Mała galeria na picassie. Teraz czekamy na pełną wiosnę w kraju.

Thursday, March 8, 2012

słońce

Przed nami ostatnia noc w Calpe. Jutro wczesne śniadanie i ruszamy do Alicante, skąd już prosto do domu. Słońce hiszpańskie zamieniam na to moje, które będzie jeszcze bardziej na wyciągnięcie ręki. Sam wyjazd udany. Plan zrealizowany praktycznie bez przeszkód. Jak już wspomniałem na twitterze ponad 1600 km, 58 godzin jazdy i 26 km w pionie. W sumie dobre 200 km więcej niż rok temu, mimo że było chłodniej i chyba bardziej wietrznie to praktycznie nie było dnia deszczowego, który by psuł plan treningowy. Dzisiaj już było ciężko, cieszę się, że to już koniec, bo w sumie mam tylko chwilę odpoczynku i zaczynam dalsze przygotowania, tym razem nad Gardą. Mam nadzieję, że cały wysiłek zaprocentuje już wkrótce. Teraz liczę na trochę psychicznego wypoczynku i innego rodzaju doładowanie akumulatorów. Wszystkie fotki cykane z telefonu są dostępne w galerii, pewnie na różnych facebookach będzie ich więcej wkrótce.

Friday, March 2, 2012

Calpe

Jestem właśnie na półmetku zgrupowania w hiszpańskim Calpe. Jak dotąd wszystko idzie zgodnie z planem, z każdym dniem, w pięknym słońcu, nabijamy kolejne kilometry walcząc z podjazdami, wiatrem i własnymi słabościami. W tym roku mieszkamy w samym centrum Calpe w apartamencie tuż przy plaży z widokiem na morze i ciągłym szumem fal :) Także po treningach jest gdzie się relaksować. Podobnie jak w ubiegłym roku w okolicach całe mnóstwo kolarzy wliczając w to całą ekipę CCC, która rezyduje w sąsiednim Benidormie.

Odwiedzam znane z zeszłego roku miejscówki typu port de Tudons i staram się też poznać jakieś nowe. Wczoraj na przykład zaliczyłem poranną "siłownię" na podjeździe pod maszty przekaźnikowe w miejscowości Moraira. Dawno tak wolno nie jechałem pod górę :P Dzisiaj dzień odpoczynku po kolejnym bloku treningowym, ładowanie akumulatorów i regeneracja przed kolejnymi zmaganiami.

Friday, February 24, 2012

przezimowane


Zimowy trening uważam oficjalnie za zakończony. Ostatnio półtora miesiąca było to intensywne korzystanie z oferty nowo-otwartego oddziału Fitness Platinium przy ulicy Mogilskiej. Przede wszystkim były to zajęcia spinning prowadzone tam w bardzo szerokim zakresie m.in. z wykorzystaniem grupowego systemu do monitorowania pracy serca marki Suunto. Ciekawa zabawka, a jakby tam jeszcze dołożyć jakiś, przynajmniej prosty miernik obciążenia byłaby genialna. Inaczej można to traktować w sumie bardziej od strony zabawki niż jakiejś wielkiej pomocy w treningu. Trzeba jednak przyznać, że raporty z treningów to fajna sprawa. Kilka obrazków z boku. Oprócz "zorganizowanych" sesji spinning miałem też kilka kameralnych we dwoje - też bardzo miłych. W sumie przez ten czas wyszło około 100 godzin kręcenia.

Oprócz spinningu siłowania, stretching i Pilates. Wczoraj Pilates po 2.5 godziny spinningu. Ciekawe przeżycie - niezłe skurcze  w stopy mnie łapały. Niemniej jednak polecam takie różnorakie formy aktywności.

Dzisiaj wylot do Calpe, żeby zażyć trochę hiszpańskiego słońca na znanych z zeszłego roku trasach. A za niespełna miesiąc pierwszy start podczas wyjazdu nad Gardę z Nutraxxem.