Showing posts with label Gergal. Show all posts
Showing posts with label Gergal. Show all posts

Tuesday, June 28, 2016

sierra nevada chill out

Zawsze chciałoby się mieć więcej. Ale zawsze też trzeba mierzyć wysoko, bo bez tego więcej na pewno nie będzie. Mierząc wysoko trzeba również być przygotowanym na upadki i, co ważniejsze, na wyciąganie z nich wniosków na przyszłość.

Czerwiec obfitował w górzyste starty i dawało to nadzieję na dobre rezultaty. Jednak rzeczywistość była trochę inna i większą część miesiąca zabrała nauka wyciągania wniosków. Trasa trzech szczytów w Gergal i ultra dystans La Indomable kosztowały mnie wiele wysiłku, tak że trzy dni po zawodach w Berja ledwo co moglem wjechać pod górkę do domu... Moje wyniki też dużo poniżej oczekiwań.

Coś drgnęło dopiero w Almunecar na zawodach Cota 1200, a już całkiem dobrze było na Sierra Nevada Limite. Co prawda nie udało się obronić wygranej na dystansach 'Oro', ale w tym roku stawka była też dużo mocniejsza. Jednak z tego ostatniego startu i całego pobytu w górach jestem zadowolony. Tym bardziej, że Dorotka czuje się lepiej niż w zeszłym roku, co widać też po wynikach i na domowej półce z pucharkami ;)

Tegoroczny sezon kolarski zbliża się powoli do końca. We wrześniu jedziemy na podróż poślubną, której de facto nigdy nie mieliśmy. Jedziemy zobaczyć jeszcze wyższe góry.

Tuesday, September 29, 2015

La Calahorra i hiszpańskie Alp d'Huez

"Almeria II" doszła do skutku, tym razem było dużo bardziej intensywnie. Właściwie to almeryjską ziemie bardziej poczuliśmy fizycznie, niż ją podziwialiśmy kulturowo. Wszakże kultury też nie zabrakło. Odcinek taki trzeba przypisać jednak prowincji Granada i miejscowości La Calahorra, gdzie spędziliśmy dwie weekendowe noce.

La Calahorra znana jest głównie z zamku, którego zdjęcia na tle ośnieżonych gór Sierra Nevada można spotkać w wielu miejscach rozsianych wokół tego pasma górskiego. Wydaje się jednak, że mało kto wie, gdzie ów zamek się rzeczywiście znajduje. Łatwo go przeoczyć pędząc autostrada łączącą Almerię i Guadix. Forteca jest jednak unikatowa, a do tego bardzo fotogeniczna. Co dziwne regularne zwiedzanie odbywa się tylko we środy... My mieliśmy szczęście, bo w sobotnie około południe zamek odwiedzała grupa ludzi, którzy przybyli do La Calahorry na wesele. Z zewnątrz budowla wygląda na użytek czysto militarny, w środku jednak znajduje się renesansowych dziedziniec podobny do tego na Wawelu. Zamek jest teraz własnością prywatną, kupiony został przez któregoś z hiszpańskich arystokratów, aby ochronić go przed wywozem do Stanów.

Na niedzielny dzień zaplanowaliśmy start w zawodach ze startem z Gergal w Almerii z trasa po Sierra de las Filabres. Tylko 3 podjazdy, tylko 116 kilometrów, a w tym prawie 3km przewyższenia. Bylo co jechać. Niestety, żeby liczyć się w ścisłej czołówce, trzeba też umieć zjeżdżać jak kamikaze. Trasa okraszona była podjazdem na Alto de Velefique, takie andaluzyjskie Alp d'Huez. Droga niczym waż wije się nawet dłużej niż w wersji francuskiej.

Na zakończenie odbyliśmy krótki spacer po centrum Almerii.