Sunday, April 14, 2013

budzikom... drugie życie :)

Minął już prawie miesiąc odkąd pojawiliśmy się na Campo de Gibraltar i to jedno można stwierdzić na pewno. Nie jest to miejsce dla ludzi, którzy lubią pospać i przy tym żyć aktywnie :P

Z jednej strony, żeby uniknąć gorącego słońca, bo w sumie to już tutaj jest lato, na weekendowy trening wyjeżdża się najpóźniej o 8.30. I faktycznie po 12-tej słońce grzeje sobie już bardzo mocno. Może tego nie czuć, bo wieje chłodny wiaterek, ale potem widać na naszych nieopalonych polskich ciałkach ;)

Z drugiej strony, już teraz słońce zachodzi koło 21-wszej, więc już dobrze wieczorową porą jest jak w środku dnia. A że na brak atrakcji w okolicy nie można narzekać na spanie nie ma czasu :)

Wczoraj z rozpędu wyszła mi ponad 200 kilometrowa wycieczka... Miało być z 50 mniej, ale pętelka po górkach się trochę wydłużyła. Na razie zaczynamy poznawać okolicę, ale jest wiele pięknych i nawet całkiem nowych dróg, po których aż miło sunąć. Zaraz pewnie wybierzemy się zobaczyć, gdzie w tym roku uderzy Vuelta. A kolarzy od metra...

A dzisiaj Dorotka zaliczyła pierwsze małe kompanie w morzu :) Trzeba było strawić trochę obiadku. Pierwszy test lokalnej knajpy. Przegląd mięs i butelka wina.

Tuesday, March 26, 2013

semana santa

Tym razem wszystko pędzi szybko. Po wycieczce na Gibraltar w lutym sprawy nabrały niezłego rozpędu i wszystko potoczyło się w mgnieniu oka. Zamiast ponownie wziąć szablę w dłoń wylądowałem u gentlemana zajmującego się zakładami ;)

Wylądowałem to może nie właściwe słowo, bo odbyliśmy całkiem długą podróż samochodem. W sumie o wiele dłuższej w Europie się nie da... Prawie trzy i pół tysiąca kilometrów podzielone na 4 etapy. Najpierw króciutki do Nysy, ale poprzedzony pakowaniem samochodu, wysyłaniem paczek i jeszcze ostatnim dniem w pracy Dorotki. Po siedemnastej opuściliśmy zamglony Kraków zapakowani po dach. Trochę było obaw czy uda nam się umknąć przed zimą na letnich oponach, zimowych do Hiszpanii nie było sensu zabierać. Szczęśliwie zdążyliśmy przed śniegiem, który zaatakował dzień później.

Drugi przystanek mieliśmy w Heidelbergu u cioci Dorotki. Kolacja, szybki, wieczorny spacer po mieście, oglądanie zdjęć - nie było czuć zmęczenia podróżą. Na kolejny dzień mieliśmy zaplanowany najdłuższy etap. Niemcy, cała Francja i nocleg pod Gironą. Wszystko zgodnie z planem, nawet korki spowodowane wypadkami udawało się nam omijać. Prowansja zieleni się już pięknie wiosną, w oddali było widać Mount Ventoux. Po zmroku dotarliśmy do hotelu.

Rano mieliśmy hotelowe śniadanie i rozpoczęliśmy ostatni etap. Chyba najtrudniejszy. W sumie GPS pokazał, że mamy więcej do przejechania niż poprzedniego dnia, ale po małych optymalizacjach wyszło troszkę mniej, ale nadal było około 1150 kilometrów. Zmieniając się za kółkiem szło gładko, cały czas autostrady... No właśnie. Te hiszpańskie nas bardzo zdziwiły. Okazało się, że polskie karty kredytowe nie są akceptowane, a gdy przyszło zapłacić coś koło 35 euro to nie mieliśmy tyle gotówki. Było cofanie, lekka nerwówka, ale koniec końców udało się zapłacić dolarami. Potem jeszcze w okolicach Granady mocno się rozpadało, więc trzeba było odrobinkę zwolnić, ale widoczki wynagradzały zmęczenie podróżą. Koło 21 dotarliśmy do Santa Margarity, jeszcze chwila czekania na zarządce aparthotelu i mamy klucze. Uff... Jesteśmy na miejscu.

Pierwszy apartament nie był szczytem marzeń. Właściwie to widok z niego nie był taki, bo wszystkie apartamenty są identyczne. Udało nam się przenieść jeden obok i z okien mamy teraz widok na morze i wstające rano słońce :)

Minął pierwszy tydzień. Przyjechały bagaże. W pracy w porządku, multikulturowo i od razu jest coś do robienia, nie ma długich korporacyjnych procedur. Ludzie pomocni i otwarci. Udało się kilka razy wyjść na rower. Tereny są super. Na razie jeszcze pogoda nie rozpieszcza, dość często pada, choć jest cieplutko. Teraz mamy semana santa - święty tydzień, więc jest okazja żeby zobaczyć jak Wielkanoc jest obchodzona w Hiszpanii. Msza była jak mecz piłkarski :P

Tuesday, March 5, 2013

skała.gi

To już pewne. Przynajmniej na rok jedziemy próbować innego chleba. Gibraltarskiego.

W zeszłym tygodniu miałem ostateczne rozmowy na miejscu, no i koniec końców postanowiliśmy spróbować. Najważniejsze, że we dwoje.

Luksusy bycia bezrobotnym przez jakiś czas pozwalają na załatwianie wszystkiego na miejscu jeszcze w Krakowie i już na układanie rzeczy tam daleko w Hiszpanii.

Także, w tym roku może zdobędziemy jakieś szczyty i przełęcze Sierra Nevada, które widać gdzieś tam daleko, ośnieżone na miejscu.

BTW, zapotrzebowanie na specjalistów jest spore, więc jakby ktoś rozważał różne ciekawe opcje może się odezwać.

Friday, February 15, 2013

melonik na wieszak

Kariera "złotego chłopca" okazała się krótka. Rozkręcanie, o którym wspominałem ostatnio trwało dla mnie zbyt dłuuugo. Może za bardzo chcę zrobić coś sensownego, a nie bawić się we wnioskowego ping-ponga. Trzeba iść do przodu. Z jednej strony trochę szkoda, bo potencjał rozwojowy był spory, ale z drugiej liczę, że będzie tylko lepiej.

Teraz dwa tygodnie luzu i może jakiś mini obozik. Jeszcze spokojnie, przede wszystkim wytrzymałość i siła w oczekiwaniu na słońce. Jutro zaczynamy od Alpe d'Huez ;)

A od marca nowe wyzwania.

Thursday, January 24, 2013

zimowe spacery

W tym roku jedziemy bardzo ogólnorozwojowo. Ponoć dobrze jest coś zmieniać, żeby dać organizmowi nowe impulsy do działania, więc zobaczymy co z tej teorii wyniknie. Zima w tym roku nie pozwala na jazdę na zewnątrz, ale za to można fajnie się zmęczyć przemierzając kilometry na własnych nogach. Narty zjazdowe w tym roku poleżą w koncie czekając na przyszły sezon, a my zaliczamy kolejne "przechadzki". W sumie, nawet nie trzeba daleko jechać. Pierwsze lepsze pole i jest niezła zabawa w przebijaniu się przez śnieg miejscami sięgający pasa.

Spinningu na razie nie wiele... Czekam na towarzystwo :) Jest jeszcze basen, siłownia (już mam 300 kg przy leg press), trenażer z zapiętą czasówką... Będzie dobrze. Przydałoby się jeszcze trochę słońca, a przynajmniej czystego powietrza :/ Krakowski smog jakoś nie zachęca do outdoorowych aktywności.